Hello miśki. Jem właśnie ostatni mus owocowy i jest pyszny. Jest za 8 12w nocy i siedzimy z Asią w namiocie gdzieś koło trasy kolejowej łączącej Flam i Myrdal. Wstajemy rano. Nie pada na szczęście. Pochmurno tylko trochę. Zwijamy majdan, a ja oliwię łańcuchy. Przy moim zauważyłem, że jedno z ogniw jest pęknięte. Mam na szczęście zapasowy łańcuch. Nie chcąc go marnować rozkuwam z tego nowego jedno ogniwo i wstawiam do starego. Niestety mam kijowy zakuwacz, albo brak doświadczenia i ta konstrukcja rozpada się po przejechaniu kilku metrów. Zakładam więc cały nowy łańcuch (bez tego jednego ogniwka) i jedziemy już dalej, bez przeszkód, Aurlandsvangen. Droga wiedzie w górę i w górę. Odłączam się czasem od Asi, żeby pojechać szybciej. Przeważnie jednak jadę za nią. Gdzieś pod nami, jakieś 1300 m pod ziemią jest laerdaltunelen, który omijamy. Tunelem jest 25km na poziomie 0 mnpm, a my jedziemy przez góry 43 km i 1300 w pionie. W ogóle, to już wiele razy zjeżdżaliśmy do 0 (fiord) i wjeżdżaliśmy na górę, i tak w kółko. Krajobraz znów robi się coraz bardziej surowy, w oddali widać Jotunheimen z których przyjechaliśmy. Pogoda piękna, widoczność super. W końcu dojeżdżamy na górę, na plateau. Tam górki i dołki, wpół zamarznięte jeziora, kamulce i kopczyki. Na szczycie zjadamy 800g potetsalat, wygrzewamy się w słońcu. Wtem na horyzoncie pojawia się goły pan. Świeci tyłkiem, śmiejemy się, a pan znika. Może jakiś mors? Nie wiem. Ja piszę tam poprzednią relację. Wieczorem wczoraj nie było zasięgu. Teraz z resztą też nie ma i relację wyślę jutro. Dalej już tylko zjazd. Zakładamy wszystkie ciepłe ciuchy, kaski I wiooo. 20 minut zjazdu z prędkościami warpowymi. Asia zostaje daleko w tyle. Mam nowe klocki z tylu i hamuję całkiem nieźle. Mimo 25kilo sakw z tyłu i tyłka wysuniętego do tyłu czasem podrzuca mi tylne koło przy hamowaniu przodem. Droga nierówna co się tu rzadko zdarza. Dojeżdżam do punktu widokowego, z którego widać aurlandfiorden. Czekam na Asię 15 min i martwię się. Okazało się, że znów się jej zepsuł but. Kiedy przyjeżdża robimy zdjęcie Polakom, którzy głośno o czymś debatują. Gadamy kto gdzie jedzie, pytają nas jak tam na rowerach, opisują swoja drogę (2 samochody) a na koniec obdarowują nas wielkim słojem smażonego dorsza w zalewie. Nie mogę się doczekać kiedy go jutro odkręcimy. Żegnamy się z nimi i lecimy na taras widokowy. Panorama wspaniała. Fiord w całej okazałości, góry po drugiej stronie mają po 1000 metrów i są zupełnie dzikie. Pawie pionowe ściany wpadają do wody. Ja ruszam przodem i po kilku chwilach jestem w Aurland. Zatrzymuję się na skrzyżowaniu i czekam na Asię. Z domku obok macha mi 2 facetów. To Niemcy :) odmachuję i się cieszę. Aurland wygląda na letniskowy kurort. Mnóstwo turystów, każdy się do mnie uśmiecha przechodząc, zagubiony japoński młodzieniec z wielkim plecakiem mówi “haj”, jakiś koleś się lansuje w lśniącym samochodzie, jednym słowem wywczas. Kuchcik dojeżdża i ruszamy ścieżką w stronę Flam. Flam jest zaraz niedaleko i też jest kurorcikiem jak Aurland. Jest tam też pierwsza stacja kolejki Flåmsbana, na którą nas trochę nie stać, ale na pewno się kiedyś jeszcze nią przejedziemy, bo warto. Jest to cud techniki norweskiej, dla tej kolejki wydrążono nawet tunele w skale na gorze, a inny tunel na dole dla rzeki. W ten sposób jedno i drugie sobie nie przeszkadza. Krajobrazy jak z reklamy milki, tu płoteczek, tu kwiatuszki, tu jedzie pociąg i tu-tut, tam wodospad, no bajka. Naprawiamy buta po raz chyba 4ty dzisiaj i doganiamy trzech chyba-Amerykanów, bo tak pięknie mówią po angielsku. Od razu widać, ze studenciaki i szukają na dzikusa tak jak my. Gadam z nimi, że my też i że drogo i ze bla bla, a oni mówią, że tu nic płaskiego nie ma i powodzenia jeśli chcemy szukać dalej. No ale my mamy rowery. Nabieramy wody ze strumyka i wkrótce znajdujemy miejsce gdzie już ktoś się rozbił. Pytam, czy nie będzie przeszkadzało i rozbijamy się. Kuchcik robi dziś wyjątkowo pyszny obiad. Z pomidorami z puszki. Makaron, soja, pomidory z puszki i podsmażona cebulka. No pycha. Aha i jeszcze dziś spotkaliśmy szwajcara, ale to wcześniej. Mówił, że zawsze jak jeździł za granicę, to miał taniej, a w Norwegii wielkie zdziwko, że może być jednak drożej. No to chyba tyle. Trip : 56.06, time : 4:03, avg : 13.84.