Hello. Dzisiaj jest na tyle ładnie i wcześnie że, piszę notkę przed namiotem, zaraz koło syczącej maszynki. Zaraz zagotuje się woda i będziemy mieć herbatkę! Jak pisałem, nocowaliśmy u stóp jakiegoś posępnego górzyska, koło wielkiego głazu. W nocy lało jak szalone, rano z resztą też troszkę. W końcu wstajemy i dokańczamy dorsza w namiocie. Bardzo serdecznie pozdrawiamy autorów tej potrawy! Jest to jedna z najpyszniejszych rzeczy jakie jedliśmy na wyprawie. Dopychamy się jeszcze chlebem z sjokolade. Czas ruszyć przez płaskowyż Hardangervidda (Największy płaskowyż Europy), za pierwszym zakrętem wyłaniają się pierwsze zabudowania Finse, widać też lodowiec Hardangerjokulen (cholera, właśnie się dowiedziałem, że starwarsy tu kręcili na lodowcu w 1980). W końcu dojeżdżamy do Finse, koło którego nocowaliśmy (jak się okazało). Jest to dosyć ponura wioska skupiona nie jak zazwyczaj wokół drogi, ale wokół stacji kolejowej. Można tu bowiem dojechać tylko koleją (lub rowerem, ale nie jest to łatwe), pieszo lub kładem. Widziałem też ze 2 skutery śnieżne czekające na śnieg. Jestem przekonany, że w zimie można się tu dostać tylko pociągiem. Jest to zarazem najwyżej położona stacja w Norwegii 1222. Dalej jedziemy w dół (nareszcie w dół!). Pogoda całkiem całkiem. Co prawda chmury, ale nie pada! Podobno żyje tu gdzieś największe stado reniferów w Europie, ale nie spotkaliśmy ani jednego. Gdzieś niedaleko końca Rallarvegen robimy postój na jumki. Sposobem Michała Zadrzyna mieszamy je z gorącym kubkiem. Kuchcik mówi na to “myx” i zapewnia, że nic nam nie będzie. Ja obawiam się o świecenie w nocy. Koniec Rallarvegen, wyjeżdżamy do Haugastol i witamy asfalt. Dalej 22 km nudnej drogi do Gailo. Raczej z górki, więc mkniemy. Dalej mijamy Hol, gdzie robimy siku w kolejnym super klozecie. Już się chyba rozpisywałem o tych klozetach, ale naprawdę nie mogę wyjść z podziwu. Za darmo, bez nadzoru, gdzieś na uboczu, a jednak czysto, pachnie, jest papier i ręczniki i ciepła woda. Bomba. Mkniemy dalej w stronę Gol. Po prawej mamy jezioro Strandenooren (napewno źle zapisałem, się poprawi. Strandefjorden?). Nie możemy nic znaleźć, bo droga idzie brzegiem i nie zostawia ani kawałeczka. W końcu gdzieś przed Sundre znajdujemy cypelek cały zarośnięty świerkami i brzozami. Mroczno tu. Ktoś łódkę tu ma i trochę śmieci. Rozbijamy się w krzaczorach, jemy i kąpiemy się w mulistej wodzie. Jezioro całkiem ciepłe. Aha. Kuskus gryczany jest niedobry. Asia mówi, że jeśli będzie ładna pogoda (odpukać), to rano się pobyczymy. Jesteśmy jakieś 220km od Oslo, więc musimy jakoś wolno jechać (zbaczać nie chcemy). Jeśli dalej będzie tak z górki, to dojedziemy już pojutrze, a chcemy być w czwartek, żeby cały piątek tam pomarudzić. No zobaczymy. Buziaki. Trip : 83.48, time : 4:52, avg : 17.10