Hej. Strasznie mi się chce spać i nie chce mi się pisać :) A więc tak: Budzi nas rzęsisty deszcz. Czekamy w namiocie, bo strasznie leje. W końcu chyba koło 12 czy 11 wyłazimy. Wychodzi słońce i robi się ładna pogoda. Jesteśmy w takiej zatoczce koło drogi. Mało co nas mija. Myję garnki w fiordzie. Moczę nogi. Pisałem już, że woda mało słona? No więc mało słona. Ruszamy późno bo o 14. W ogóle późno ruszamy ostatnio. Zaraz za zakrętem następny tunel. Przed tunelem skrzynka. Namalowana latarka z rowerem. Pusta. Asia panikuje. Strasznie ją przeraża ten tunel. W dodatku jest kilometrowy. Mi się też nie uśmiecha. Gadamy do siebie żeby się słyszeć, światełka nic nie oświetlają. Jadę patrząc na pasy na jezdni metr przede mną (tam w tunelu było ciemno zupełnie. Gdybyśmy w środku wyłączyli światło, nie wiedzielibyśmy w ogóle w którą stronę iść. Dlatego te tunele są takie nieprzyjemne). Udaje się. Dalej droga do Urnes. Wąska, że z trudem mija się samochód i rower. Malownicza ze ho ho. Jak nad morzem śródziemnym, mówi Asia. Lustro wody gładkie jak stół. Jabłonie, porzeczki maliny. Owieczki czmychają na nasz widok. Mnóstwo tu tego lata samopas. W poprzek drogi ustawione są takie rury, po których samochód przejeżdża, ale zwierzęta boją się przejść. Widzimy jak owca przeskakuje to (bierze to z rozpędu). Niemcy nas doganiają. Jeden zagaduje. Kiedy dowiaduje się, że z Polski, pyta czy znamy niemiecki (z nadzieja w głosie). My ni w ząb niemieckiego. Chłopaki jadą tą trasą co my, ale 24go wylatują (czy raczej płyną promem) z powrotem. Potem jeszcze jeden tunel (500m), letni deszczyk i dojeżdżamy do Urnes. Gorąco, upał. Wdrapujemy się na rowerach do stavkirke. Opłaty są tu nawet za wejście na teren cmentarza okalającego kościół (50nok). Na dole kubeczek malin 25nok. Zakładamy tele i robimy zdjęcia zza murka. Dookoła pola malin. Jedziemy na dół do promu. Płacimy 58 NOK. Prom mniejszy niż ten poprzedni. Załoga rokendrolowa. Dziewczyna z kolczykami i tatuażami, koleś z żółtym tipsem na wskazującym palcu. Dopływamy do Solvorn. Bardzo miła miejscowość malutka. 3km do góry. W prawo w stronę Lom do Hasflo. W sklepie w Hasflo kupujemy mniam mniam potetsalat. Zjadamy przed sklepem. Pytam o autobus na lodowiec Nigardsbreen. Autobus jest rano, a teraz jest 20 wieczór! Szukamy kempingu bo bateria. Błądzimy po Hasflo. Odsyłają do innego. Na tym drugim wykupione wszystko, nie pozwalają. Asia traci humor tą całą sytuacją… w końcu 2 lub 3 km za Hasflo rozbijamy się na dzikusa w krzakach (czyli standardowo po naszemu). Mokro i nierówno, najgorszy nocleg do tej pory (najbrzydszy i najmniej wygodny). Bateria już na czerwonym polu i wyskoczyło ostrzeżenie. Jeśli jutro nie znajdę prądu, to nie będzie relacji, więc się nie martwcie. Żyjemy. Buziaki i dzięki za komcie!!!! Trip : 44.93, time 3:41, avg 12.15.