Coś mi się pomyliło i wysłałem. Generalnie widoki są ciężkie do opisania. Nawet gdybym miał bogatsze słownictwo w zakresie górskim etc, to nie umiałbym tego dobrze przedstawić. Skały, wodospady i wielka dolina, a na jej dnie wije się zygzakami Trollstigen. Na górze jakaś para bije nam brawo. Mówią, że widzieli nas jak podjeżdżali samochodem. Ktoś inny mówi na nas “brave” etc. Idziemy na pkt widokowy i sesja zdjęciowa. Słychać polski. Ruski w ortalionach zrzuca niedopałek w 100 metrową przepaść do wodospadu. Kupujemy kartki pocztowe i koszulkę (200 koron razem) i ruszamy dalej. Jest jeszcze spory kawałek pod górkę. Po drodze zdjęcia. Zagaduje nas Norweg podziwiający widoki z zaparkowanego samochodu (widziałem, że niektórzy tak oglądali drogę trolli : zwalniali w fajniejszych momentach i robili zdjęcia nie wysiadając z samochodu). Kiedy dowiaduje się, ze jesteśmy Polakami, mówi, że tam na dole jest dużo Polaków i zbierają truskawki. Potem, według niego, wracają do domu i są milionerami. Ale ogólnie był bardzo miły. Było tam na gorze 9 stopni (tyle pokazywał termometr w samochodzie naszego rozmówcy). Zjazd na dół, gryzie mnie osa, zjazd, rekord prędkości, w końcu Valldalen. Tam druga atrakcja : pierwszy raz widzimy fiord! Drogą numer 63 4 km do promu. A potem trzecia atrakcja : prom (40 parę koron za nas oboje). Słońce było już nisko, kiedy prom przeprawiał się na druga stronę do Eidsdal. Stamtąd ruszamy w stronę Geiranger. Jest kolo 22:30, szczyty oświetlone ostatnimi promieniami. Znów wspinaczka, jesteśmy wykończeni. Dobrze po 23 pytam rolników, czy możemy się rozbić na ich polu. Jeden odpowiedział prosto z mostu : “if you don’t shit to much”. No wiec siedzimy teraz w namiocie i zaciskamy pośladki, żeby nie szitowac pola. Zapytali mnie skąd jestem. Ja na to, że z Polski, ale nie przyjechałem zbierać truskawek! Śmiali się. Apropos, to kupiliśmy znów truskawki. Pyyycha. Asi rozwalił się drugi but SPD Vittoria. W ogóle to miałem wcześniej napisać, ze bez SPD byłoby nam tu smutno. Bardzo ułatwiają jeżdżenie (w ogóle jak się człowiek przyzwyczai do SPD, to już się nie da jeździć bez). To samo odzież termoaktywna. Nie przykleja się do pleców jak bawełna. Nie wyobrażam sobie naszej wyprawy bez takich porządnych ciuchów rowerowych. Sakwy crosso dry są idealne, trzymają w najgorszy deszcz. To samo namiot polecony przez Zu I Pitera (buziaki). Sprzęt to podstawa. Trip : 93.57, time : 6:40, avg : 14.02.