Zaraz wyruszamy do Koczarg, skąd jutro rano pojedziemy (samochodem z przyczepką) na lotnisko. Trochę dziwne, ale nie czuję żadnego przedwyjazdowego napięcia, żadnego takiego poddenerowania i podniecenia przed długą wyprawą. Kiedyś, kiedy byłem mały wystarczyło zaplanować wycieczkę w nieznane rejony osiedla i już była wielka przygoda, no a dziś już nie jest tak łatwo (w szczególności osiedle mijam z obojętnością, bo jest brzydkie i dresi biegają). No ale cieszę się, bo będzie fajnie i ładnie. Licznik wyzerowany, sakwy dopięte (lewa 6.5 kg, prawa 11, środek, to nawet nie wiem). OK. Lece. Papa, może się odezwę jutro wieczorem, a może za 2 dni.